Wielki Kanion Tarnogórski z psem

Psiemanko! Jeśli myślicie, że tylko w Ameryce znajdziecie Wielki Kanion, to mam dla Was psiową niespodziankę! W sercu Śląska, a dokładniej w Suchej Górze przy Tarnowskich Górach, kryje się miejsce, które zachwyca surowym pięknem i daje wrażenie spaceru po skalnym świecie rodem z Dzikiego Zachodu. Mowa o Wielkim Kanionie Tarnogórskim. Czeka tu na Was dawna kopalnia dolomitu, kamieniołom, ruiny młyna, a na deser… Hołda Popłuczkowa z rewelacyjnym widokiem.

Start: parking, stok i spokój

Zaczynamy od darmowego, wielkiego parkingu przy restauracji Sport Dolina Bytom i stoku narciarskim. W tygodniu jest mega luz, w weekend też było spokojnie.

Dawna kopalnia dolomitu Blachówka – historia w skałach i błocie

Szlak prowadzi nas wzdłuż stoku, przez drewniane domki i stawik (taki w stylu „czasem tu jest woda, czasem nie”). Po chwili docieramy do pozostałości po kopalni Blachówka, która ma już ponad 150 lat! Kiedyś fedrowali tu rudy żelaza, potem dolomit – teraz można sobie tu pochodzić, popatrzeć, posmyrać nos po kamieniach.

Trasa jest raczej freestyle – oznaczeń brak, więc trochę jak szukanie patyka w lesie. Ale hej – kto ma dobrego psa tropiącego, ten nie zginie! 😎

Ruiny młyna – klimat jak z gier survivalowych

Dalej trafiamy na ruiny młyna do kruszenia skał. Stare mury, dzikie winorośle, skały w tle – aż się chce zrobić sesję zdjęciową. Ja oczywiście wskoczyłem na kamień, Pańcia zrobiła 1500 ujęć, a potem kazali mi zejść, bo „niebezpiecznie”. Phi.

Kamieniołom Lazarówka – więcej skał, więcej wow

Nieco wyżej – ok. 300 metrów dalej – czai się Kamieniołom Lazarówka. Więcej skał, większe kamienie, bardziej dziko. Tu pies może się konkretnie wyszaleć – ale uwaga, ścieżki znów „na czuja”. Mapa offline albo psi nos obowiązkowo!

Kamieniołom Tarnogórski – i motocrossy w tle

Jeśli ci mało skał – to lecimy dalej, jakieś 1,5 km szeroką drogą do Kamieniołomu Tarnogórskiego. Może nie ma aż tak spektakularnych skał, ale są naturalne urwiska jak z filmów USA, które robią klimat. I jedno ale – dużo motocykli crossowych. Dla niektórych hałas, dla innych atrakcja. Ja tylko warczałem z zazdrości, że mnie nie wsadzili na taki sprzęt.

Po drodze mijamy też kaplicę św. Barbary – piękna, malutka i z ławkami, więc można chwilę przysiąść, napić się wody i zjeść smaczka.

Hołda Popłuczkowa – finał z widokiem

Na deser – Hołda Popłuczkowa, czyli coś jak wzgórze z widokiem + strefa chillout. Są ławeczki, stoliki, miejsce na ognisko, a nawet stary schron z II wojny światowej. Wchodzenie zero trudu – spokojnie sobie człapiesz i nawet się nie spocisz. Widoki z góry? SZTOS. Trawy, dolinki, kamienie i cisza.

Ja się rozłożyłem jak naleśnik na trawie, a Pańcia siedziała obok i mów