Hobby Park i Petr Bezruc Garden w Bohuminie z psem
Psiemanko🐾
Dzisiaj Koksik nadaje do Was z miejsca, które wywołało w mojej rodzinie niemałą konsternację. Wiecie, jak to jest – Pańcio pakuje mnie do auta, Pańcia bierze smycz, a ja już macham ogonem, bo myślę, że jedziemy do psiego Disneylandu pełnego parówek. Tymczasem wylądowaliśmy w miejscu, o którym moi Duzi powiedzieli: „nic nadzwyczajnego”. Ale czy na pewno? Przecież ludzkie oczy widzą nudę tam, gdzie psi nos czuje przygodę!
Zabieram Was na spacer po Hobby Parku i Petr Bezruc Garden w Bohuminie. Rozsiądźcie się wygodnie, weźcie gryzaka w łapę i czytajcie!
Misja: Parking, czyli gdzie porzucić furę?
Zacznijmy od konkretów, bo zanim zacznie się wąchanie, trzeba gdzieś zostawić nasz rydwan. Dojechaliśmy na miejsce i – uwaga, uwaga – z parkowaniem nie było dramatu. Jest tu sporo miejsca, żeby zostawić auto. To ważne info dla Waszych szoferów (czyt. właścicieli), bo nie ma nic gorszego niż krążenie przez godzinę i słuchanie, jak Pańcio marudzi pod nosem. Tutaj cyk, pyk, hamulec ręczny i wysiadamy. Teren jest spory, więc auto zostaje bezpiecznie, a my ruszamy w trasę. Od razu po wyjściu z wozu uderzył mnie zapach… no, może nie fiołków, ale świeżego powietrza i trawy. Jest dobrze!
Pierwsze wrażenie: „Szału ni ma”, ale są badyle!
No i tu zaczęły się schody. Moi ludzie rozejrzeli się dookoła i miny im trochę zrzedły. – Taki do pospacerowania. Nic nadzwyczajnego. Pięknego to tu nic nie zauważyliśmy – usłyszałem.
Faktycznie, na pierwszy rzut oka wygląda to trochę dziwnie. Jakaś wycinka drzew, sporo otwartej przestrzeni, wszystko ogrodzone. Ale hej! Dla mnie „wycinka drzew” oznacza jedno: PATYKI. Mnóstwo patyków! Leżały wszędzie. Chciałem wziąć jeden, potem drugi, a potem trzeci, ale pysk mam tylko jeden. Idziemy dalej. Mijamy jakieś rzeźby, boisko, klatki z ptakami, – ogólnie cisza i spokój. Jeśli Wasz pies nie lubi tłumów, to na start jest idealnie.
Labirynt
Nagle trafiamy na hit wycieczki – LABIRYNT. To jest fajna sprawa! Nie jest to zwykła ścieżka, gdzie idzie się prosto i nudno. Tutaj trzeba myśleć i szukać wyjścia. Labirynt zrobiony jest z żywopłotu i wstęp do niego jest zupełnie darmowy, ale UWAGA – pieskom po labiryncie nie wolno, więc cierpliwie czekałem z Pańcią przy wejściu. Jest też tutaj taki domek ze zjeżdżalnią dla dzieciaków.
Strefa Gastro
Mój nos nagle drgnął. Wyczułem zapach oleju, frytek i czegoś smażonego. Food trucki! Ciągnę smycz, prawie wyrywam Pańciowi rękę ze stawu, dobiegamy i… klops. Większość budek z jedzeniem zamknięta. Okazuje się, że to miejsce tętni życiem w sezonie, a my trafiliśmy chyba na przerwę. Była otwarta tylko jedna budka, ale niestety, darmowych próbek dla futrzaków nie przewidziano. Więc rada dla Was: jak jedziecie tu po sezonie, weźcie ze sobą własne smakulce i kanapki dla ludzi, bo można obejść się smakiem!
Pfff. Tu Pańcio nie pstryknął żadnej fotki, ale na wideo poniżej możecie zobaczyć to miejsce.