Zawoja z psem

Psiemanko! Tu Koksik. Dzisiaj biorę Was (i Waszych człowieków) do Zawoi – czyli takiej wsi, co to jest najdłuższa w Polsce. Serio. To nie jest „o, kawałek miejscowości i już jesteśmy w centrum”. Zawoja ma około 19–20 km długości, więc jak człowiek mówi: „Skoczymy tylko na chwilkę”, to ja od razu sprawdzam, czy „chwilka” oznacza spacer czy wyprawę życia.

I uprzedzam: Zawoja nie jest z tych miejsc, gdzie na każdym rogu basen, deptak i budka z magnesami. Tutaj jest raczej: góry, lasy, widoki, spokój i takie atrakcje, które się odkrywa po kawałku. Dla mnie super – mniej tłumów, więcej zapachów.

Jak zwiedzać Zawoję z psem (i z ludźmi też)

Najlepiej samochodem, bo:

  • miejscowość jest długa jak moja lista ulubionych smaczków,
  • atrakcje i knajpki potrafią być oddalone od siebie o kilka kilometrów,
  • pies piesem, ale człowiek po 40 km „bo wszystko pieszo” robi się marudny.

Ja Wam pokażę najciekawsze miejsca, takie bardziej „na spokojnie”. Szlaków typu Mosorny Groń, wodospad na Mosornym Potoku i Babia Góra nie rozkładam tu na części pierwsze, bo to materiał na osobne opowieści (i osobne zmęczenie łap), które również tu na blogu mym znajdziecie.

1) Rynek w Zawoi i pomnik Antoniego Mazura

W centrum traficie na mały ryneczek, gdzie można usiąść i odsapnąć, a największy hit to pomnik Antoniego Mazura – realistyczny, siedzi sobie na ławeczce jak żywy.

Ja miałem przez chwilę rozkminę: „Czy to nowy członek stada, czy człowiek udający, że nie ma smaczków?”. Ale spokojnie – pomnik, można obwąchać wzrokiem i zrobić fotę.

2) Drewniany kościół św. Klemensa

Tu robi się klimatycznie. Blisko centrum stoi duży, zabytkowy drewniany kościół św. Klemensa. I nie „kościółek” – gabarytowo to jest porządny kawał budowli.

Ważne info dla ludzi:

  • kościół normalnie działa,
  • w niedziele są msze,
  • w sezonie wakacyjnym bywa udostępniany turystom do zwiedzania (w materiale, z którego korzystamy, przewija się, że od lipca jest możliwość zwiedzania w określonych godzinach).
  • piesek może obejrzeć z zewnątrz

Ja w takich miejscach zachowuję się jak dżentelmen: cicho, spokojnie, bez gonienia gołębi. No… prawie. Ale naprawdę się staram. Do środka wejść nie mogę, ale podziwiać z zewnątrz mi nie zabroniono.

3) Zabytkowa studnia obok kościoła

Niedaleko kościoła jest mała, zadaszona, drewniana studnia – taka „kiedyś to było”, a dziś częściej służy za tablicę ogłoszeń.

Czy to atrakcja życia? Nie.
Czy warto zerknąć, skoro jesteś obok? Jasne. Ja lubię takie rzeczy – historia pachnie najlepiej.

4) Wodospad pod Mosornym Potokiem – szybki wypad na ochłodę

O wodospadzie mógłbym szczekać długo (to można zerknąć o tutaj), ale tu wersja „konkret”:

  • z parkingu prowadzi niebieski szlak,
  • dojście zajmuje około 20 minut,
  • trasa jest średnio wymagająca (raczej „do zrobienia” dla większości),
  • wodospad ma około 4–5 metrów,
  • można podejść bardzo blisko, a nawet wejść „pod wodę” (ludzie lubią, psy zwykle robią minę: „Serio?”).

5) Wieża widokowa na Mosornym Groniu

To jest punkt, gdzie ludzie mówią „WOW”, a ja mówię „OK, ale gdzie kabanos?”.

Na Mosorny Groń macie dwie opcje:

  • pieszo: od strony wodospadu niebieskim szlakiem, około 1,5 godziny,
  • na leniwca: wyciąg krzesełkowy od drugiej strony.

Na górze:

  • darmowa wieża widokowa, pieskom na górę nie wolno, ale podziwiać z dołu też się da
  • obok restauracja, więc człowiek może zjeść obiad, a pies może zastosować technikę „patrzę smutno i czekam aż coś spadnie”.

6) Trzy zabytkowe piwniczki – mało znany smaczek Zawoi

Mało kto wie, a to fajne: w Zawoi zachowały się trzy zabytkowe piwniczki. Kiedyś było ich więcej, ale większość zniknęła z mapy. Te trzy przetrwały.

Do czego służyły?

  • przechowywano tam zbiory,
  • miały grube ściany, więc trzymały stałą temperaturę nawet zimą.

Ja to szanuję. To jest taki „lodówko-schron” sprzed czasów, kiedy człowiek wymyślił, że prąd jest oczywisty.